Embassy Events 2006
U.S. Embassy and Wprost Magazine Honor Essay Contest Winners
23 October 2006![]() |
|
U.S. Ambassador to Poland Victor Ashe hosted a reception at his
residence on October 19 in honor of the winners of the ninth annual
jointly sponsored U.S. Embassy-Wprost Magazine essay contest for young
journalists. The theme of this year’s essay contest was: “Will
Scientists Replace Politicians?” Ambassador Ashe and Wprost
Editor-in-Chief Piotr Gabryel congratulated this year’s first place
winner, Marta Wawrzyn, who was awarded a three-week internship at the
University of Missouri’s School of Journalism and an internship at
Wprost Magazine. The second and third place winners, Mateusz Madejski
and Piotr Toczyski were presented their awards of a laptop computer and
a tape recorder and internships at Wprost Magazine.
The following is the text of the winning essay (in Polish):
Marta Wawrzyn
Transgeniczne dokarmianie głupoty
Problemów
współczesnego świata nie rozwiążą lewicujący naukowcy, ani genetycznie
zmodyfikowani politycy. Lepiej postawić na kapitalizm i zdrowy rozsądek.
Konserwatywna
administracja USA jest zaślepiona. Wydaje grube pieniądze na armię i
wywiad. Obsesyjnie ugania się po świecie za facetami w turbanach.
Bezsilnie patrzy na kolejne trumny przywożone z Iraku. Widzi tylko
abstrakcyjny terroryzm, nie rozumiejąc, że u jego podstaw leżą poważne
problemy społeczne.
Takie myślenie wcale nie jest egzotyczne.
W kręgach liberalnych mediów amerykańskich, lewicujących... pardon!
postępowych intelektualistów, filmowców tworzących dzieła pokroju
„Syriany” czy socjalizujących społeczeństw Europy Zachodniej uchodzi
wręcz za wskazane. Stąd niedaleko już do wniosku, że uważający się za
przywódcę globu prezydent Bush to jedynie bezmyślny kowboj, kompletnie
nie dostrzegający złożoności współczesnego świata.
Twarde bezpieczeństwo przed miękkim głodem
A
problemów globalnych jest mnóstwo. Przeludnienie, głód, braki
surowcowe, zanieczyszczenie środowiska. W „Strategii Bezpieczeństwa
Narodowego USA” można o nich przeczytać dopiero, kiedy się przebrnie
przez plany eliminiacji twardych zagrożeń. Amerykanie nie są ani
szczególnie chętni, ani też szczególnie zręczni w rozwiązywaniu
delikatniejszych kwestii. Tylko kto ma się tym zająć, jeśli nie oni?
Europejscy politycy zrozumieli już, że nie ma darmowych obiadów. Więc
niby dlaczego mieliby fundować posiłki głodnym afrykańskim dzieciom?
Przecież Europy nie stać nawet na zasiłki dla armii bezrobotnych.
Obiady niech funduje Ameryka.
Na świecie żyje 6,5 miliarda
ludzi. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę najostrzejsze szacunki (według
danych World Population Prospects), liczba ta będzie rosnąć
przynajmniej do 2045 roku, osiągając w tym czasie 7,7 miliarda. W
najmniej optymistycznym wariancie za 40 lat przekroczy 10 miliardów.
Udział mieszkańców świata zachodniego ma stale spadać, zaś rosnąć
będzie przede wszystkim populacja Afrykanów, która w tym czasie ulegnie
podwojeniu. To oznacza gigantyczny problem. Statystyki Banku Światowego
mówią już teraz o ponad 1,2 miliona osób, w dużej mierze
zamieszkujących czarny kontynent, żyjących za mniej niż dolara
dziennie. Liczba głodujących – według danych Organizacji ds. Wyżywienia
i Rolnictwa (FAO) – wynosi 850 milionów i stale rośnie. Codziennie
umiera z niedożywienia 16 tysięcy dzieci.
Wolny rynek kontra transgeniczne dokarmianie
„Nakarmić
świat” – krzyczą dinozaury rocka. „Tylko nie transgeniczną żywnością” –
zastrzegają natychmiast. Zwłaszcza Europejczycy nie lubią produktów
modyfikowanych genetycznie. Z badań The Pew Research Center (za rok
2003) wynika, że akceptacja dla nich jest najwyższa w USA (37%).
Jedynie 55% Amerykanów uważa takie ulepszanie żywności za negatywne.
Wśród Niemców ów odsetek wynosi 81%, zaś Francuzów – 89%. Naukowcy są
coraz bardziej zgodni co do braku szkodliwości żywności GM. Produkty te
są też aktywnie promowane przez administrację Busha, uważającą je nie
tyle za prawdziwy lek, co raczej prozak zastępujący chleb w Afryce.
Bo
faktem jest, że świata nie nakarmią naukowcy, wiążący problem z
niedoborem żywności. Takie wnioskowanie jest bowiem kompletną bzdurą,
efektem braku lepszych pomysłów. Żywności wystarczy dla wszystkich,
tylko nie wszystkich na nią stać – twierdzą uczestnicy inicjatywy
Fizycy i Naukowcy dla Odpowiedzialnego Zastosowania Nauki i
Technologii. „Głód jest poważnym problemem i to mimo dostatecznych
zasobów żywności. Zwiększenie jej produkcji nie jest rozwiązaniem.
Należy rozwiązać problem ubóstwa” – głosi ich oświadczenie. Afryce
pomoże nie kolejny statek z genetycznie modyfikowaną kukurydzą, ale
zwykły kapitalizm. Kapitalizm zbudowany od zera – nie przez Wielkiego
Brata zza oceanu, ale przez samych jej mieszkańców. W tej chwili
nierealne? Tak, ale innej drogi być nie może.
Bezgraniczne ego
Obok
alarmowania, że na świecie brakuje żywności modne jest, zwłaszcza w
kręgach lewicowych przepowiadaczy przyszłości Klubu Rzymskiego,
podnoszenie kwestii deficytu surowców, przede wszystkim energetycznych.
W raporcie „Poza granicami wzrostu” z 1989 roku naukowcy skupieni w tej
organizacji wieszczyli, że tempo zużycia przez człowieka podstawowych
surowców przekroczyło już granice fizycznej wytrzymałości. Winą
obarczyli szybki rozwój gospodarczy.
Z badań Programu Narodów
Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP) wynika, że faktycznie już za kilka
dekad może pojawić się problem niedoboru ropy naftowej i gazu ziemnego.
Jednak tym, co przemawia za inwestowaniem w alternatywne źródła energii
nie powinny być wyliczenia ONZ, których częstą wadą jest
nieprzystawalność do rzeczywistości. Realnym kłopotem jest rosnąca cena
ropy naftowej – jeśli Amerykanin ma za baryłkę zapłacić powyżej 70
dolarów, oczywiste jest, że będzie szukał innej opcji. I znajdzie ją w
postaci silnika hybrydowego. Rządy państw muszą więc zacząć myśleć
dokładnie tak jak przeciętny obywatel, dbający przede wszystkim o
własną kieszeń – i również znaleźć tańszą alternatywę.
Genetycznie zmodyfikowani idioci
Rolę
nowoczesnych technologii nie sposób przeceniać. Jednak zajęcie przez
naukowców miejsca polityków to mrzonka. Mimo to nie brak przywódców
przedkładających święte słowa lewicujących profesorów nad niewidzialną
rękę wolnego rynku. Przejmują inteligenckie geny, ufając w ich
czystość. Wyrastają genetycznie zmodyfikowani idioci, którzy
socjalistyczną retoryką nieudolnie próbują stłamsić wszelkie przejawy
zdrowego rozsądku.



